Cutout V back

Nie wiem czy wiecie, ale kocham szare swetry. W tym momencie nie jestem w stanie ich zliczyć, a w sklepach wciąż patrze tylko na nie i powstrzymuje się. Tym razem nie mogłam tego zrobić ze względu na dwie rzeczy: wycięcie na plecach i wiązanie na rękawach. Nie jestem fanką dekoltów, dlatego zamawiając ten sweter i tak wiedziałam, że będę go nosić tył na przód. Wycięcie na plecach czasem może okazać się bardziej efektowne niż dekolt do pępka. Ten sweter posiada małe detale, za które bardzo go polubiłam. Jedyny minus to akrylowy skład.
Do naszego bohatera dobrałam eleganckie, obcisłe spodnie w powracający wzór drobnej pepitki. Takie rzeczy są ponadczasowe i gdyby się nie niszczyły mogłybyśmy w nich chodzić długie lata!

Kolczyków nie nosiłam od ponad roku, ale ostatnio coś mnie podkusiło, aby poszukać wiszącego modelu. Zaczęłam od minimalistycznych kół na druciku z Parofis o wdzięcznej nazwie "blog". Muszę przyznać, że są teraz idealnym uzupełnieniem wielu moich stylizacji i zbieramy razem wiele komplementów.










(shoes - renee, pants - stradivarius, sweater - here, vest - tally weijl, bag - milate, earrings - parofis)

La Defense Outfit

Wybierając się do Paryża, widziałam siebie w długiej, jesiennej sukience, przechadzającą się po tych urokliwych uliczkach. Spaczony umysł blogerki. Przed wyjazdem udało mi się nawet znaleźć prawie idealną sukienkę w Stradivariusie. Idealistyczną wizę zaburzył jedynie fakt, że taka długość byłaby bardzo niewygodna, kiedy chodziłoby się w niej cały dzień. Zdecydowałam się, że założę ją ostatniego dnia przed wylotem, kiedy wybieraliśmy się jedynie do biznesowej dzielnicy Paryża - La Defense. Takiej stolicy Francji sobie nie wyobrażałam. Była niedziela i było tam dosyć pusto, dzięki czemu ogrom wieżowców i Wielkiego Łuku robiły niesamowite wrażenie. Jest on przedłużeniem słynnej Paryskiej Osi Historycznej, zaczynającej się od Luwru, a kończącej się do tej pory na Łuku Triumfalnym, gdzie udało mi się zrobić pierwsze zdjęcie.

Zobaczcie, jak walczyłam z wiatrem.










(dress, over knee boots - stradivarius, earrings - parfois, bag - micheal kors)

Parisian girl

Pamiętacie post, w którym pisałam, że zimowe rzeczy kupuje latem i odwrotnie? Tak było również tym razem z czarna sukienką tubą za kolano. Przeleżała w szafie kilka miesięcy i sprawdziła się idealnie w Paryżu. Po pierwsze dlatego, że zajęła mało miejsca w walizce, po drugie była świetną bazą do kombinowania. Dobrałam do niej kabaretki, które nadal pozostają w trendach. Dopiero koło Moulin Rouge kiedy szliśmy ulicą pełną sex shopów zorientowałam się jak delikatnie wpasowałam się w klimat miejsca. Kolejnym elementem, który zwracał uwagę były buty. Jedna z kobiet, które mnie mijały, rzuciła nawet uwagą „wow, crazy shoes”. Dla mnie nie są one szalone, a raczej najwygodniejsze botki na obcasie, jakie miałam. Długo szukałam takich do 7 cm, które będę zgrabne i pozwalające na całodniowe chodzenie. I mam! 
Granatowa marynarka w lekko militarnym stylu nie posiada żadnej zaskakującej historii, ale zdecydowanie brakowało mi takiej. A czego mojej szafie nie brakuje... zabieram Was na wycieczkę po Paryżu!










Pierwsze zdjęcia wykonaliśmy na Pont Neuf i jest to najstarszy most w Paryżu. Przegonił nas stamtąd mały deszczyk i ruszyliśmy dalej. Kiedy doszliśmy do pałacu i ogrodu Luksemburskiego, wiedziałam, że to nie koniec zdjęć. Paryż jesienią wygląda przepięknie!




(shoes - renee, fishnet tights - nn, dress - stradivarius, jacket - zara, bag, watch - micheal kors, hat - mohito)